poniedziałek, 5 listopada 2007

O Dodzie (?)

Wielką popularność zdobywa "walka Dody z Saletą". I wszyscy wytykają 'osobowość trzynastolatki'.

A czy to nie było tak, że Doda, niczym Winkelried, pamiętając nieśmiertelnego Kordiana, zebrała na siebie niechęć publiczności, osłaniając niejako nieudolność Przemysława Salety na lodzie (*)? W końcu ktoś tu musi być romantykiem...

--
*) Wiem. I tak jest lepszy ode mnie.

niedziela, 4 listopada 2007

Śmietnikowe życie

Widziałem Cię. Ale bym Cię nie poznał. Z tą dziwną fryzurą, gdzie na stalowym stelażu trzymały się wśród włosów róże -- nie, to nie był dobry styl i pomysł. Ale co robić, gdy się wybiera na spotkanie w sprawie wykorzystania dóbr ze śmietnika i samemu ma się wygłosić referat o zaletach i wadach kanibalizmu, to na takie fryzury narzekać nie wolno...

Tu byłem

Często mam ochotę, by na marginesie różnych idei i ideologii napisać "tu byłem". I traktować to "tu byłem" jako usprawiedliwienie, by nie brać tych idei na poważnie dzisiaj. Bo dlaczego mam dzisiaj poważnie wierzyć w to, w co wierzyłem gdy miałem 6 latek? Albo w to, w co wierzyłem mając lat 10? Macham więc na to sceptycznie ręką, gdy jednak przychodzi mi wytłumaczyć, to jak to powiedzieć, że z czegoś wyrosłem już 25 lat temu?

sobota, 3 listopada 2007

Rozmówka: ale o co chodzi?

-- Ale o co tu chodzi?
-- No wie pan, formalnie rzecz biorąc, ale to jest bez sensu, to ten artykuł siódmy, ustęp pierwszy...
-- Dobrze, dobrze, zerknąłem do ustawy, wiem co mówi ten artykuł. Wiem o co chodzi oficjalnie. Ale to bez sensu, więc o co chodzi tak naprawdę?
-- Bo artykuł siódmy...
-- Ale o co chodzi?
-- E... chyba czasu im zabrakło...

piątek, 2 listopada 2007

Czekając na Prezydenta

Siedziałem sobie na torach. Zawaliłem je książkami. Tworzyły one cała barykadę. Siedziałem i czekałem, bo nie wiedziałem kiedy Prezydent nadjedzie swoim małym pociągiem. Moim protestem zainteresowała się już telewizja, czego nie chciałem. Dostawiłem tylko stolik, tak by wykoleił on pociąg, w przypadku gdyby Prezydent się nie zatrzymał i nie wysłuchał tego, co mam mu do zarzucenia. W końcu książki i zawarta w nich wiedza to taka słaba zapora!

Chciałem w ten sposób zaprotestować przeciwko decyzjom personalnym. Może nie tylko. Ale zwłaszcza. I jeszcze doczytywałem co i jak, by mieć lepsze argumenty w dyskusji z Prezydentem, czy też z telewizją. I tak siedziałem i czekałem.

A ładna była ta jesień.

czwartek, 1 listopada 2007

Niebezpieczeństwo

Śmiertelne niebezpieczeństwo relatywizmu polega na tym, że przyzwala on na absolutyzm w myśleniu.

Czy wiesz, że?

Muzyka epoki gotyku zagrana z rockowym zacięciem bynajmniej nie jest rockiem gotyckim?